Jak już wspominałam w poprzednim poście, ICD ma na sumieniu m.in. traktowanie transpłciowości jako zaburzenia. Niestety, nie była ona jedyna. Podobnie było z homoseksualnością. Przez długi czas można było znaleźć w klasyfikacji jednostkę taką jak “homoseksualizm”.
„Początek demedykalizacji nastąpił w latach 70. XX wieku w USA, kiedy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) uznało, że homoseksualizm – jako kategorię diagnostyczną – należy usunąć z oficjalnego zestawienia zaburzeń DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders)” – informuje prof. Wojciech Dragan (psycholog, biolog).
Dopiero 17 maja 1990 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) usunęła “homoseksualizm” z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD).
Dlaczego homoseksualność została w ogóle uznana za zaburzenie?
Historia klasyfikacji homoseksualności jako choroby ma korzenie głównie w społecznych i kulturowych przekonaniach, które były szeroko rozpowszechnione w przeszłości. Wynikało to z braku zrozumienia i akceptacji różnorodności seksualnej oraz związanych z nią stereotypów i uprzedzeń.
Wprowadzenie “homoseksualizmu” do klasyfikacji chorób miało również często polityczne i społeczne motywacje, takie jak kontrola zachowań seksualnych oraz utrzymanie dominującego porządku moralnego.
Skutki
Dziś wiadomo już, że homoseksualność nie jest chorobą, tylko wariantem orientacji seksualnej. Jednak przez dłuższy czas w świadomości ludzi utrzymywało się, że owszem jest to choroba, a co za tym idzie – należy ją leczyć. Niestety, takie myślenie otworzyło drogę dla terapii konwersyjnych, o których obecnie wiadomo, że wywoływały cierpienie u osób, którym je poddawano. Poza tym były oczywiście nieskuteczne, bo seksualność nie jest czymś, co poddaje się modyfikacji, tylko czymś z czym się rodzimy. I choć może fluktuować w czasie, to jest względnie stała.
Cytat prof. Dragana pochodzi z artykułu opublikowanego na portalu “Nauka w Polsce”.